Dzikie w mieście – czy bać się jenota, kuny, wilka?

dzikie w mieście logo

Czy powinniśmy bać się lisa na ulicy? Wrocławskie dzikie w mieście, np. jenot, szop, borsuk, bóbr.

Wrocław jest zamieszkany przez wiele gatunków dzikich zwierząt, które jeszcze do niedawna w ogóle nie występowały w Polsce. Przywędrował do nas szakal, przywieziony został szop pracz i jenot, który szybko rozmnożył się i stał się gatunkiem inwazyjnym dla rodzimych zwierząt. Tak – wszystkie te zwierzęta można spotkać we Wrocławiu.

Dzikie w mieście mają wiele powodów, by tu mieszkać

Stolica Dolnego Śląska stanowi przyjazne środowisko dla dzikiej fauny. Przyczynia się do tego obecność człowieka, a konkretnie zostawianych przez niego resztek jedzenia. Jak każde miasto, Wrocław produkuje mnóstwo śmieci, w których żerują różne zwierzęta, najczęściej szczury. 

To my sprawiliśmy, że zwierzęta podchodzą coraz bliżej naszych domów. Zabraliśmy im naturalne siedliska, więc chętnie przenoszą się do miast, w których nie zabezpieczamy odpadów wystarczająco skutecznie.

szop pracz śmietnik

Zwierzętom we Wrocławiu sprzyja ukształtowanie terenu. Miasto jest przecięte pięcioma dolinami rzecznymi, które stanowią enklawy niemalże dzikiej przyrody – są to tereny najmniej zmienione przez ponad tysiąclecie istnienia Wrocławia. To swoiste „autostrady” zieleni, którymi poruszają się ssaki i ptaki. Nawet gatunki niezwiązane z terenami rzecznymi, takie jak lis, pojawiły się w dolinach Odry, czy też Ślęzy. Od dolin rzecznych prowadziły ekspansję na miasto – lisowi zajęło 35 lat skolonizowanie Wrocławia. 

Od doliny Odry po nasz śmietnik. Jak lis i szczur skolonizowały Wrocław?

dzikie w mieście lis

W jaki sposób lisy rozprzestrzeniły się po Wrocławiu i dlaczego miasto stanowi dla nich atrakcyjne środowisko? Wszystko będzie jasne, gdy przyjrzymy się temu bliżej. 

Najpierw lisy budowały nory w pobliżu rzek, jednak coraz trudniej było tam o pokarm dla całej lisiej rodziny. Dlatego drapieżniki te przeniosły się do centrum. Najpierw pożerały gryzonie i ptaki, potrafiły też żywić się owocami, jednak coraz częściej robiły wyprawy do śmietników. Potem pokonały barierę strachu do człowieka, a dziś licznie żyje w mieście.

Lisy można spotkać na przykład na dziedzińcu Muzeum Przyrodniczego we Wrocławiu przy ul. Sienkiewicza 21, gdzie ich nora znajduje się od lat i stanowi wdzięczny punkt obserwacji dzikiej przyrody dla studentów i kadry naukowej Uniwersytetu Wrocławskiego. Lisy krążą rano między samochodami, a nocą polują w Ogrodzie Botanicznym. Swego czasu pod budynkiem Grunwaldzki Center przy rondzie Ronalda Reagana w rabatach berberysu mieszkał lis. Żerował na resztkach jedzenia z fast foodów wyrzucanych przez przechodniów. 

Badania prowadzone w Szwecji i w Londynie dowiodły, że obecnie dieta żyjących tam lisów jest w połowie pochodzenia antropogenicznego, czyli pochodzi od ludzi. Składa się z fast foodów, wyrzucanych przez nas śmieci, ale też niezabezpieczonych zwierząt domowych w willowych dzielnicach. Lisy chętnie podkradają także karmę dla psów i kotów, którą właściciele zostawiają dla swoich podopiecznych w ogródkach. Lis to już „pełnoprawny” mieszkaniec Wrocławia, a dziesięcioleci jego ekspansji nie można odwrócić. 

Lis nie zaatakuje nas bez powodu, więc nie powinniśmy się go bać. Pozostaje nam akceptacja, a jeśli chcemy choć trochę przywrócić równowagę biologiczną – zabezpieczajmy nasze odpadki i nie wystawiajmy kociej i psiej karmy w ogródku.

Takie postępowanie ograniczy także żerowanie szczurów, które opanowały obecnie absolutnie każde większe miasto na świecie – od Nowego Jorku przez Sydney po Bangkok. Potrafią osiągnąć masę dorosłego kota, a środowisko miejskie jest dla nich idealne. Przystosowały się do żerowania w śmietnikach – zarówno do rodzaju pożywienia, jak i omijania zabezpieczeń. Potrafią nawet przegryźć grube plastikowe dno kontenera na śmieci. Szczury można zobaczyć nawet w Rynku i okolicach. Choć są zwierzętami, do których obecności zdążyliśmy się przyzwyczaić, nie oznacza to, że są pożądane. To właściwie jedyne dzikie zwierzęta we Wrocławiu, które masowo się tępi wykładając dla nich trutki. Co charakterystyczne dla gryzoni, szczury błyskawicznie się rozmnażają i posiadają liczne potomstwo. Gdy raz się pojawią, trudno się ich pozbyć.

Jeszcze więcej dzikich. Bobry, borsuki, wilki...

We Wrocławiu występuje o wiele więcej dzikich ssaków, niż lisy czy szczury. Dzikie w mieście to chociażby bobry, najlepsi budowniczowie na świecie. Pojawiły się nad wszystkimi rzekami przepływającymi przez Wrocław, na przykład w dolinie Oławy na Niskich Łąkach, w dolinie Ślęzy w okolicy Pilczyc. 

Świeże ślady działalności bobrów rozpozna każdy, choć same bobry bardzo trudno dostrzec. Tym zwierzętom najlepiej pomożesz nie przeszkadzając im, nie niszcząc tam i żeremi.

O wiele łatwiej niż bobra, możesz dostrzec jenota. Te zwierzęta to przedstawiciele jednego ze 100 najbardziej inwazyjnych gatunków dla fauny w Europie. Są one oportunistami szybko przystosowującymi się do pokarmu od człowieka (pochodzenia antropogenicznego). 

Jenota najłatwiej pomylić z borsukiem, gdyż jest podobnie umaszczony, ale to zupełnie inne zwierzę. Borsuk jest naszym rodzimym gatunkiem, którego obecność powinna nas cieszyć. Tego samego nie można niestety powiedzieć o jenocie. 

Podobnie do niego zachowuje się szop pracz – gatunek przywieziony do nas z Ameryki Północnej, który rozprzestrzenił się w Europie przez to, że uciekał z prywatnych hodowli. Jego liczebność jest niższa niż jenota, ale także można go spotkać we Wrocławiu. To obok szczura jeden z największych „miłośników” żerowania na odpadkach ze śmietników.

dzikie w mieście aleksandretta obrożna

Jeszcze do niedawna w Polsce nie było szakali – od 2015 pojawiły się w Polsce. Coraz częściej widziana jest także aleksandretta obrożna, pierwsza papuga w Europie, która rozprzestrzeniła się w naturze po ucieczkach z hodowli. Jest gatunkiem groźnym dla naszych ptaków – zajmuje ich gniazda (szczególnie kowalików) i ogranicza bazę pokarmową. Niedługo jej obecność w parkach może być zupełnie powszechna, ale nie powinno nas to szczególnie cieszyć. 

Podobny los spotkał żółwie czerwonolice i żółtolice, które także można spotkać we Wrocławiu. Ludzie wypuszczają te zwierzęta gdy urosną w hodowli, co jest najgorszym możliwym posunięciem. Nie można wyrzucać dzikich zwierząt, gdy się znudzą – to nie tylko moralnie złe, ale także katastrofalne dla nich samych jak i rodzimych gatunków. Jedynym polskim żółwiem żyjącym w naturze jest żółw błotny i tak powinno pozostać.

We Wrocławiu liczne są również kuny domowe, choć mało kto je widział. Rzadsza jest norka amerykańska (te zwierzęta uciekają z hodowli). Rodzime dla nas tchórze, wydry, łasice i gronostaje także występują dziko we Wrocławiu, choć są znacznie rzadsze. Podobnie jest z piżmakiem pochodzącym z Ameryki Północnej, który również występuje na terenie miasta.

Gdy zobaczysz dzikie w mieście: lisa, bobra, borsuka, czy nawet wilka, po prostu nie reaguj. Najpewniej pójdzie sobie i nie wyrządzi ci żadnej krzywdy. Reaguj, gdy widzisz ranne, dzikie zwierzę. Czasami się zdarza, że lis utknie w płocie, kuna pod maską samochodu, szop pracz w śmietniku, a sarna w studzience kanalizacyjnej. Gdy widzisz groźne lub ranne, dzikie zwierzę, zgłoś to do Centrum Zarządzania Kryzysowego (71 770 22 22). W takich przypadkach zawsze pomogą strażacy, więc jeśli jesteś poza Wrocławiem, śmiało wykonuj telefon do nich (998) lub pod numer alarmowy 112.

jenot

Materiały w ramach Kampanii „Dzikie w Mieście” prowadzonej przez ZOO Wrocław i Urząd Miejski Wrocławia powstały w konsultacji z ekspertami Uniwersytetu Wrocławskiego.

przyłącz się do nas

Pomóż nam chronić ginące gatunki. Fundacja ZOO Wrocław DODO realizuje ponad 30 projektów ochroniarskich na świecie.

Przekaż swój 1% na lemury katta.

KRS 0000623492

lemur katta