Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies.

Witamy na stronie Wrocławskiego Zoo!

Godziny otwarciaKUP BILET Language:
Odwiedź:

Lektura sensacyjna

  Poszukiwacze wiedzy

Dziś proponujemy drobną lekturę sensacyjną. Jak to w powieściach detektywistycznych, na końcu wszystko (no prawie) się wyjaśni!


❄❄❄
To była niezła zima. Może nie tak świetna, jak dawniej, gdy grzęzła w zwałach śniegu i spacerowała po okolicznych lodowcach, ale w każdym razie udało się ją przeżyć, a to już coś. Warunki panujące na zewnątrz były, można powiedzieć, zadowalające: wichura ustała, przez chmury przebijały promienie słońca, a temperatura była niewiele poniżej zera – idealne warunki, by wyjść z dzieciakami na dwór.

❄❄❄
Małe, bezradne bliźniaki urodziły się w środku zimy. W domu temperatura nie spadała poniżej 15 stopni, więc nie miały powodów do narzekań. Szybko przybierały na wadze. Teraz już były dobrze odżywionymi, krągłymi łobuziakami. Michalina wyszła z domu pierwsza, a Kantaa i jej brat Bjorn ociągając się, podreptały za nią. Mama wzięła głęboki wdech i ruszyła przed siebie – pora zatroszczyć się o posiłek dla rodziny. Niestety, okazało się, że tym razem nie będzie tak łatwo – do "mięsnego" jest daleko, a droga zrobiła się grząska. W kilku miejscach nad zatoką wręcz rozpadła się. Jedyny sposób, to przepłynąć. Maluchy zupełnie niezrażone przeciwnościami, szybko znalazły okazję do zabaw.
Michalina była jednak zaniepokojona: czuła zapach, który jednoznacznie kojarzył jej się z niebezpieczeństwem, ale nie mogła określić, skąd on pochodził. Przynosił wspomnienia: ten zapach, huk i krew jej matki. Strach. Ucieczka na oślep, a potem już tylko samotność. Tak pachnieli Oni. Ci, którzy zabili jej mamę, znów tu byli! Michalinę zalała fala przerażenia. Rzuciła się do ucieczki, wzywając bliźnięta. Biegli, ile sił, przed siebie, byle dalej od znienawidzonego zapachu. Dopiero po chwili dotarł do nich fakt, że cała rodzina znalazła się na cienkim, kruchym lodzie.

❄❄❄
Kantaa jęknęła pierwsza, po czym osunęła się między pęknięte tafle. Michalina chciała jej pomóc, lecz jej gwałtowny ruch sprawił, że wszyscy znaleźli się w lodowatej wodzie. Próby wydostania się na pewny grunt kilkakrotnie kończyły się niepowodzeniem – lód był zbyt kruchy! Dzieciaki opiły się przy tym wody. Jej smak był ohydny: słono-gorzki, jakby tłusty i okropnie śmierdział. Gdy udało się wreszcie wypełznąć całej trójce, Michalina zobaczyła, że jej dzieciaki są umorusane w czarnej, cuchnącej mazi. Próbowała je wyczyścić, ale niewiele to dało: oleista substancja rozłaziła się, brudząc je coraz bardziej. Dała sobie spokój z próbami przywrócenia higieny osobistej. Teraz burczące brzuchy stanowiły większy problem. Osowiałe, głodne dzieci patrzyły swymi ciemnymi oczkami na mamę – nie mogła ich zawieść! Kazała im zostać na miejscu, a sama ruszyła po prowiant.

❄❄❄
Po około godzinie udało jej się zdobyć dość dużego dorsza. Nie był zbyt smaczny. Miał podobny, słono-gorzki posmak, jak woda. Przynajmniej na chwilę zapełnił brzuchy bliźniaków. Michalina, choć była szczególnie głodna po długotrwałej diecie, postanowiła poświęcić całość posiłku dla potomstwa.
Miesiące mijały, dzieci Michaliny podrosły. Latem zrobiło się cieplej…zbyt ciepło. Chronili się przed słońcem, taplali w wodzie, ale nie przynosiło to wystarczającej ulgi. Posiłki, mimo starań Michaliny, były mało smaczne, więc Bjorn i Kantaa grymasiły. Nie jadły wystarczająco dobrze, więc nie nabrały odpowiednio dużo sił.

❄❄❄
Pewnego dnia na horyzoncie pojawiła się tajemnicza sylwetka. Postać zbliżała się idąc ku nim jak po sznurku. Gdy Michalina go rozpoznała, było za późno: nowo przybyły gość rzucił się z rykiem w stronę rodziny. Bliźniaki próbowały się kryć, ale były już nieco wyrośnięte, nie było dla nich dość miejsca w kryjówkach, w których kiedyś się bawiły: w norach czy pod skałami. Mogły tylko z przerażeniem w oczach obserwować, jak ich mama walczy z potężnie zbudowanym gościem, który tak niespodziewanie wtargnął do ich domu. Michalina zdążyła je tylko ponaglić do ucieczki. Biegły, nie zatrzymując się, póki nie poczuły się bezpieczne. Okolica była obca. Zatrzymały się, ale nie miały pojęcia, jak wrócić...



Kim jest Michalina, Kantaa i Bjorn?
Kim był gość, który napadł na Michalinę?





Zanim przewiniecie w dół, spróbujcie wytypować prawidłowe odpowiedzi!










Gotowi na rozwiązanie zagadki?










Oto rozwiązanie:












Michalina, czyli Miśka to samica niedźwiedzia polarnego. Dwoje jej dzieci otrzymało imiona Kantaa i Bjorn, oznaczające „niedźwiedź” w języku fińskim i norweskim. Natomiast gość, który nawiedził rodzinę, był samcem niedźwiedzia, oczywiście, polarnego.

Zazwyczaj młodociane niedźwiadki opuszczają matkę i zaczynają żyć samodzielnie zanim dojdzie do spotkania samicy z dużo większym od niej samcem. Mógłby on stanowić poważne zagrożenie dla podrostków. Michalina być może „przegapiła” moment, gdy samiec zaczął podążać za zapachem wydzielanym przez jej… stopy! W okolicach Zatoki Hudsona (Kanada) dawniej młode opuszczały matkę dużo wcześniej, ponieważ ich środowisko życia obfitowało w potencjalne ofiary. Wskutek zmian zachodzących w ekosystemie czas ten wydłużył się już o połowę.




Ręka do góry, kto w dzieciństwie miał ukochanego misia! 27 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Niedźwiedzia Polarnego.
Dlaczego akurat ten gatunek został tak doceniony? Dlatego, że choć jest powszechnie znany i lubiany, to tak naprawdę jego sytuacja jest poważna‼

Przyczyn jest wiele:

  • W latach 60. i 70. ubiegłego wieku intensywnie polowano na nie, niemal doprowadzając do wymarcia. Powolny rozród niedźwiedzia polarnego sprawia, że skutki są nadal widoczne.
  • Tak zwane Trwałe Zanieczyszczenia Organiczne to kolejne niebezpieczeństwo: niedźwiedzie stoją na końcu łańcucha pokarmowego, kumulując toksyny, które znajdują się w ciałach ich ofiar.
  • Jednak najpoważniejszym problemem niedźwiedzi jest ocieplenie klimatu, które wpływa na ich los na wiele sposobów. Po pierwsze, jeśli robi się coraz cieplej, lód topnieje. Niedźwiedziom lód jest bardzo potrzebny: na nim żyją, polują, wychowują młode. Brak lodu znacząco utrudnia im te zadania. Te drapieżniki świetnie pływają, ale jeśli nie znajdą po dłuższej podróży odpowiedniej kry, by odpocząć – toną ze zmęczenia. Topniejący lód otwiera nowe drogi morskie na terenie Arktyki, co ułatwia ludziom dostęp do obszarów dotąd nietkniętych. Bogate złoża, w tym ropy naftowej, przyciągają firmy zainteresowane ich eksploatacją.

Niestety, jeśli nic się nie zmieni, za 100 lat dzieci będą mogły zobaczyć „białego misia” jedynie na filmach! Dlatego warto wesprzeć właśnie ten gatunek. Jak? Najprostszym sposobem jest… oszczędzanie energii, o którym mówiliśmy 10 stycznia (http://zoo.wroclaw.pl/…/miedzynarodowy-dzien-oszczedzania-e…).
Mniej wyprodukowanej energii --> mniej spalonego węgla w konwencjonalnych elektrowniach --> mniejsza emisja gazów cieplarnianych --> mniejsze ocieplenie klimatu --> dłuższe utrzymywanie się pokrywy lodowej, tak potrzebnej niedźwiedziom polarnym.

WRÓĆ

Partnerzy

Bootstrap Slider